1 listopada w godzinach popołudniowych w części bydgoskich domów popłynęła mocno zabrudzona woda - m.in. na osiedlu Leśnym i w Śródmieściu. - Było Wszystkich Świętych. Mieliśmy dzieci, teściów. Umycie naczyń graniczyło z cudem. Najpierw leciała zimna, brudna woda, a potem gorąca. Naczynia zostały do umycia na drugi dzień rano. I nadal są do umycia - opowiada Adam Budziak. W takiej sytuacji jak on, byli mieszkańcy osiedla Leśne, Bielaw, Bartodziejów i części Śródmieścia.
Mieszkańcy mówią o skandalu, bo - jak twierdzą - przez wiele godzin, nie było wiadomo, co spowodowało awarię i czy woda jest skażona. Skarżą się, że nikt w Wodociągach nie odbierał telefonów. Pracownicy spółki tłumaczą, że w tej sytuacji połączeń było tyle, że linie się zablokowały. Mieszkańcy musieli kupować wodę w nielicznych otwartych 1 listopada sklepach, potem podstawiono beczkowozy (przy Modrzewiowej, Libelta i Żmudzkiej).
W końcu udało się ustalić przyczynę awarii. Jak poinformowały w poniedziałek Miejskie Wodociągi i Kanalizacja sp. z o.o., doszło do uszkodzenia filtra w jednej ze studni głębinowych na ujęciu wody "Las Gdański" - 200 metrów pod ziemią. - W efekcie uszkodzenia filtra przedostało się do sieci różnokolorowe zabarwienie w postaci różnokolorowych piasków. Stąd ten nieszczęsny, brzydki wygląd wody i duży osad - tłumaczy Marek Jankowiak z MWiK.
Pobrano próbki zanieczyszczonej wody i poddano je badaniom laboratoryjnym, które nie wykazały skażenia. - Woda jest zdatna do picia, nie będzie powodowała żadnych chorób, problemów zdrowotnych u kogoś, kto się tej wody napije - uspokaja Agnieszka Cendrowska-Kociuga z Labolatorium MWiK.
W tej chwili trwa czyszczenie sieci. Jak zapewniają pracownicy Wodociągów, oczyszczanie może potrwać jeszcze dwa dni. W specjalnym komunikacie rozesłanym do mediów, spółka przeprosiła mieszkańców za zaistniałą sytuację.
Marta Jastrzębska