Na fotel w prezydenckim gabinecie już teraz wielu ostrzy sobie zęby. Ale głośno i oficjalnie nikt przyznać tego nie chce. Także sam Michał Zaleski, który na rok przed końcem kadencji ucina wszelkie spekulacje na ten temat.
Jednak jego polityczne otoczenie nie ma wątpliwości: obecny prezydent w wyborach powinien wystartować. - Dla Torunia jest to, w moim przekonaniu, najlepsza kandydatura, ale na decyzję będziemy musieli jeszcze, myślę, długo poczekać - przyznaje Andrzej Jasiński z klubu radnych "Czas gospodarzy".
Poparcia dla Michała Zaleskiego w wyborach nie wykluczają działacze lewicy. Woleliby jednak wystawić swojego kandydata. Na giełdzie nazwisk pojawia się m.in. Tomasz Kruszyński, wiceprzewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Toruniu. - Ja się cieszę tylko z tego, że moi koledzy w SLD uważają, że jestem człowiekiem o odpowiednich kwalifikacjach, który mógłby ubiegać się o prezydenturę, natomiast jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Ja oficjalnie żadnej oferty nie otrzymałem - wyjaśnia Kruszyński.
Oficjalnie swojego kandydata nie wskazuje też jeszcze Prawo i Sprawiedliwość. Ale biorąc pod uwagę ocenę dokonań Michała Zaleskiego, nie ma wątpliwości, że taki kandydat wkrótce się pojawi. - Wolałbym, aby Toruń nie był takim drugim Wąchockiem, który jest, jeśli można tak powiedzieć, przedmiotem żartów. Ale raczej powinien być przedmiotem naszej dumy i takiego zadowolenia, że tu mieszkamy - mówi Zbigniew Girzyński, toruński poseł PiS.
Kandydatów na prezydenta miasta poza polityką szuka za to Platforma Obywatelska. - To są menedżerowie. To są osoby, które interesują się samorządem na bieżąco, ale chodzi nam o osobę, która by potrafiła zarządzać tak dużym organizmem jak miasto, ale robić to w sposób nowoczesny, w sposób inny niż do tej pory - uważa Tomasz Lenz, toruński poseł PO.
Na razie jest więc jeszcze dużo niewiadomych. Ale z każdym tygodniem wyborcza karuzela rozkręcać się będzie coraz bardziej.
Mariusz Kluszczyński