Trzybetonowe studnie w podtoruńskim Grębocinie to prawdziwe bomby ekologiczne: zawierają ponad 15 ton niebezpiecznych chemikaliów. Toksyczne odpady leżą w ziemi od ponad 30 lat, od czasu likwidacji tutejszego zakładu ochrony roślin. - W środku nikt już ich nie sprawdzał, czy są szczelne, czy nie. Nie było żadnych prób gruntu robionych. Na pewno są jakimś zagrożeniem dla środowiska - twierdzi Jacek Góranowski, pracownik dawnego zakładu ochrony roślin.
Na Kujawach i Pomorzu ciągle tyka 16 takich ekologicznych bomb. Za ich likwidację odpowiadają gminy. Rozbiórka jednego mogilnika to jednak koszt rzędu miliona złotych. A samorządów lokalnych na taki wydatek nie stać. - Niestety, nie udawało nam się pozyskać na ten cel żadnych dodatkowych pieniędzy, a z własnego budżetu to jest poważny problem - przyznaje Zenon Grzegorek, burmistrza Nakła nad Notecią.
Dlatego gminom z pomocą przychodzi samorząd województwa. Władze regionu pozyskały na likwidację składowisk 15 mln zł z Narodowego i Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Utylizacja niebezpiecznych odpadów to tylko jeden z etapów przygotowanego programu. - My nie wiemy, jakie jest skażenie gruntów wokół i pod mogilnkiem, dlatego będzie zainstalowany tam cały system monitorujący - tłumaczy Franciszek Złotnikiewicz, członek zarządu województwa.
W pierwszej kolejności zostaną zlikwidowane mogilniki w gminach Rogowo i Kamień Krajeński. Usuwanie toksyn ma ruszyć jeszcze w tym miesiącu.
Wszystkie składowiska niebezpiecznych chemikaliów, zgodnie z wymogami unijnymi, trzeba zlikwidować do końca przyszłego roku.
Katarzyna Prętkowska