Oddział intensywnej terapii dziecięcej w bydgoskim Szpitalu Uniwersyteckim im. Jurasza: mali pacjenci walczą tu o życie. Pracę przy łóżku tak chorego dziecka do łatwych nie należy. - Pielęgniarki boją się też tej pracy, bo to jest bardzo odpowiedzialna praca - mówi pielęgniarka Angelika Kolc. W tej klinice pracuje 27 dobrze wykształconych i doświadczonych pielęgniarek. Przydałoby się drugie tyle. Tymczasem dyrekcja placówki myśli raczej o zwolnieniach. Dotyczy to wszystkich oddziałów.
Szpitale uniwersyteckie w Bydgoszczy czeka głęboka restrukturyzacja. Jest już plan. Do 2015 roku z pracą ma się pożegnać 100 osób; najwięcej w "Juraszu". - Są takie oddziały, gdzie tych lekarzy jest za dużo, nie tylko lekarzy, także pielęgniarek, za dużo jest fizykoterapeutów - ocenia Wanda Korzycka-Wilińska, dyrektor "Jurasza".
Lecznica szuka ratunku, bo jej dług sięga już 125 mln zł. Narodowy Fundusz Zdrowia nie zapłaci za nadwykonania, więc przyszłoroczny budżet szpitala będzie niższy przynajmniej o 19 mln. Placówka szuka więc oszczędności. Zagrożeni są lekarze etatowi i kontraktowi, bo zarabiają najwięcej, ale są też najlepiej wykształceni. - Obawiamy się o to, żeby nie został zaburzony ten stosunek lekarzy specjalistów do lekarzy szkolących się - mówi Krzysztof Dalke z OZZL Szpitala "Jurasza".
Oszczędności ma przynieść także zmniejszenie liczby łóżek na oddziałach. Już jest ich o 80 mniej. Szpitale ograniczają liczbę przyjmowanych pacjentów.
O społecznej odpowiedzialności w służbie zdrowia i coraz trudniejszej sytuacji dyskutował dziś Związek Zawodowy Pielęgniarek, który już bije na alarm. - Jeśli ta sytuacja się utrzyma w ochronie zdrowia, to ta sytuacja zacznie być katastrofalna - uważa Halina Peplińska, przewodnicząca Okręgowego Związku Zawodowych Pielęgniarek i Położnych.
W przyszłym roku na leczenie w całym kraju ma być o 1,5 mld zł mniej. Budżet kujawsko-pomorskiego oddziału NFZ będzie znany pod koniec listopada, może być mniejszy o ponad 100 mln zł.
Krystyna Rymaszewska